Plażing, smażing i burzing (w Lusowie)

Nie ma to jak odpoczynek nad jeziorem. Ten skończył się rejsem rowerem wodnym. A potem przyszła burza. Jakby nie miała kiedy… Rower kiepsko radzi sobie z wiatrem i falami, więc postanowiliśmy przeczekać na brzegu. Nigdy nie stałem na polu podczas burzy w samych gaciach. Wichura, grad i latające wokoło gałęzie robiły wrażenie. Baliśmy się jak cholera, chroniąc głowy w kapokach.
Kiedy pogoda trochę się uspokoiła, przypłynęła policja zaalarmowana przez przystań. Bo byliśmy jedynymi “rowerzystami” na Lusowskim, którzy się zawieruszyli. Odholowali nas do przystani i po sprawie. Nic się nie stało. Ale kiedy posłuchaliśmy w radio ile ta burza zrobiła szkód w okolicy, zdaliśmy sobie sprawę jakie mieliśmy szczęście.

Aha. Warunki do robienia zdjęć podczas burzy były takie sobie. Zatem poniżej kilka zdjęć sprzed. Kiedy siedziałem już w domu, suchy i bezpieczny, pomyślałem: szkoda że nie mieliśmy ze sobą GoPro :)

Plażing i smażing w Lusowie Plażing i smażing w Lusowie Plażing i smażing w Lusowie Plażing i smażing w Lusowie Plażing i smażing w Lusowie

Z głową w chmurach

Ktoś powiedział mi ostatnio, że zdjęcia chmur są nudne. Poważnie?

Cóż, zawsze lubiłem się na nie gapić. Choć może ostatnio za często chodziłem z głową w chmurach, przez co zaniedbałem trochę bloga. Pojawiły się co prawda dwa filmy (a nawet propozycje współpracy przy gotowaniu!), jednak zdjęć nie było. Ale będą, zapewniam. A tym czasem, z dedykacją dla tych co lubią patrzeć w niebo… chmury.

Z głową w chmurach Z głową w chmurach Z głową w chmurach Z głową w chmurach

Harrachov

Po wycieczce do Chojnika zakupiliśmy w Szklarskiej korony i pojechaliśmy do Harrachova. Dziwne to miasto. Wygląda jakby wymarło dawno temu. Mały ruch, mało turystów i mgła. Zaparkowaliśmy i poszliśmy się poszwędać. Skocznie wyglądają imponująco. Trzeba mieć sporo odwagi, żeby z nich skakać. Co poza tym można zobaczyć na krótkiej wycieczce do Harrachova? Szymek poleca market Norma (przy wjeździe do miasta po lewej), gdzie zakupił zapas słodyczy. Mają tam najlepsze czipsy solone jakie jadł :)

Harrachov Harrachov Harrachov Harrachov Harrachov

Zamek Chojnik

Przejeżdżałem przez Sobieszów nie raz i zawsze obiecywałem sobie, że wejdę na górę i zobaczę zamek. Nigdy jednak się nie udało. Albo nie było czasu albo brakowało siły i woli. Wczoraj jednak zdecydowaliśmy z Szymkiem, że stawimy Chojnikowi czoło. I tak zrobiliśmy. Podejście czerwonym szlakiem w lekkiej mżawce nie stanowiło problemu. Dotarliśmy na miejsce po godzinie. Zwiedziliśmy Chojnik od samego dołu po basztę, z pięknym widokiem na okolicę. Wdrapaliśmy się też na skałkę za zamkiem, która wydaje się być doskonałym miejscem dla samobójców :)
Z Chojnika schodziliśmy szlakiem czarnym. Słyszałem po drodze ostrzeżenia od turystów w sandałach, że z takim maluchem (7 lat!) to niebezpieczny pomysł. Szymek dał sobie radę bez najmniejszego problemu. Po 45 minutach byliśmy na dole.

Zamek Chojnik Zamek Chojnik Zamek Chojnik Zamek Chojnik Zamek Chojnik Zamek Chojnik